w

2-letni chłopiec wymagał pomocy strażaków. Ich intuicja okazała się skuteczniejsza niż profesjonalny sprzęt.

Kilka dni temu, strażacy z pewnej miejscowości w Wielkopolsce otrzymali informację, że potrzebna jest ich pomoc w pobliskim szpitalu. Ta akcja okazała się najbardziej niezwykłą interwencją. Tym razem strażakom nie wystarczyło standardowe wyposażenie ich ciężarówki. To, co musieli zrobić, zaskoczyło nawet ich.

Zapakowali do samochodu młyn pierścieniowy, następnie ugotowali olej i pojechali na szpitalną izbę przyjęć. Jak powiedział jeden ze strażaków, na co dzień nie zabierają ze sobą oleju na akcję, jednak w tym przypadku stwierdzili, że może się przydać. W rzeczywistości olej nie tylko się przydał, ale także uratował 2-latka. To rodzice poprosili o pomoc dla małego chłopca z garnkiem na głowie. Para zabrała 2-latka do szpitala, ale lekarze nie mogli sprostać temu wyzwaniu.

garnek1

Postanowiono więc wezwać strażaków. Ci przyznali, że to wezwanie bardzo ich zaskoczyło. Dwuletni chłopiec dosłownie utknął w garnku na głowie. Bał się i płakał. Garnek zaklinował się na głowie dziecka podczas zabawy. Rodzice nie mogli go zdjąć, a maleństwo coraz bardziej się bało i płakało. Ponadto jego głowa mogłaby być bardzo spuchnięta, co utrudniłoby pomoc dziecku. Tylko strażacy znaleźli rozwiązanie. Plan strażaków był banalny, ale ponownie potwierdziło się stare powiedzenie, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. Personel szpitala próbował rozwiązać problem smarując główkę dziecka tłustymi maściami. Garnek nawet się nie poruszył i nadal znajdował się na głowie 2-latka.

garnek2

Możemy sobie tylko wyobrazić jego przerażenie. Plan strażaków polegał na posmarowaniu olejem główki dziecka, co ku zdziwieniu wszystkich pomogło. Na szczęście pominięto użycie frezu do obrączek, który przywieźli ze sobą strażacy. Wtedy interwencja byłaby nie tylko stresująca dla dziecka i rodziców, ale także bardzo ryzykowna. Szlifierka pierścieniowa to po prostu mała piła z brzeszczotem o średnicy 2-3 cm. Strach przed zastanowieniem się, co by się stało, gdyby trzeba było użyć go obok głowy malucha. Na szczęście wszystko skończyło się strachem. Ta akcja z pewnością nigdy nie zostanie zapomniana przez strażaków i rodziców 2-latka.