w

Wyjechałam do Afryki za swoim mężem, ale nie dałam rady tak tam żyć…

Każda opowieść o Togo, którą mi przekazywał, sprawiała, że zaczynałam postrzegać ten kraj nie tylko jako egzotyczną krainę, ale jako miejsce pełne możliwości, w którym mogłabym odnaleźć nowe źródło inspiracji i radości życia.

Marzenia o wspólnej przyszłości

Z każdym kolejnym dniem nasza relacja nabierała głębszego wymiaru. Nie tylko zakochałam się w Yao, ale również zaczęłam marzyć o wspólnej przyszłości, która łączyłaby nasze dwa światy.

Jego pasja do ojczyzny, w połączeniu z moją otwartością na nowe doświadczenia, sprawiła, że wyobrażałam sobie życie, w którym mogłyby się splatać elementy różnych kultur.

Marzyłam o tym, aby razem budować coś wyjątkowego, gdzie nasze codzienne życie byłoby pełne miłości, wzajemnego wsparcia i nieustannego odkrywania nowych aspektów życia.

Pomimo różnic, które mogły wydawać się na pierwszy rzut oka nieprzezwyciężalne, czułam, że nasza miłość stanowi solidny fundament, na którym możemy budować wspólną przyszłość, niezależnie od przeciwności losu.

Decyzja o zaślubinach i początki wspólnego życia

Po roku pełnym niezapomnianych spotkań, rozmów i wspólnych marzeń, zdecydowaliśmy się wziąć ślub.

Nasz ślub był skromny, ale pełen miłości i nadziei na przyszłość. Zamieszkaliśmy początkowo w niewielkim pokoju w akademiku, który choć nie oferował luksusów, jakie znałam wcześniej, był dla nas symbolem nowego początku i wspólnej drogi.

Każdy dzień spędzony razem, każda rozmowa i uśmiech, którymi się dzieliliśmy, budowały naszą relację, czyniąc ją silniejszą i bardziej autentyczną.

Pomimo ograniczeń materialnych, które początkowo mogły wydawać się przeszkodą, czułam, że to właśnie te trudności pozwalają nam docenić każdą wspólnie przeżytą chwilę, każdą drobną radość i każde wsparcie, jakie otrzymujemy od siebie nawzajem.

Decyzja o wyjeździe – dylematy i rozterki

Yao często wyrażał swoje marzenia o powrocie do Togo po ukończeniu studiów i rozpoczęciu budowy nowego życia w ojczyźnie. Jego opowieści o rodzinnych tradycjach, zapierających dech w piersiach pejzażach i ciepłym klimacie, którym chciał dzielić się ze mną, budziły we mnie zarówno entuzjazm, jak i obawy.

Z jednej strony fascynowała mnie myśl o zanurzeniu się w zupełnie nowej kulturze, o poznawaniu zwyczajów, które dla mnie były zupełnie obce. Z drugiej strony drżałam na myśl o wyjeździe do kraju, w którym nie znałam nikogo, gdzie codzienne warunki życia były zupełnie odmienne od tych, do których przywykłam w Polsce.

Rozważałam, jakie wyzwania mogłaby przynieść zmiana klimatu, inny system społeczny, a także zagrożenia związane z chorobami czy brakiem stabilności. Mimo tych obaw, nie potrafiłam zaprzeczyć faktowi, że serce moje biło szybciej na myśl o wspólnej przyszłości, w której mogłabym być u boku Yao, niezależnie od tego, gdzie los nas zaprowadzi.

Wyjazd do Togo – pierwsze wrażenia i kulturowe szok

W końcu, po trzech miesiącach pełnych niepewności i głębokich rozmów, podjęliśmy decyzję o wyjeździe do Togo.

Już sam moment lądowania w Lome był dla mnie szokiem kulturowym – gorące, duszne powietrze, intensywne barwy ulicznych targów i nieustanny ruch ludzi tworzyły zupełnie inny obraz niż ten, do którego byłam przyzwyczajona.

Lotnisko w Lome tętniło życiem, a bliscy Yao przywitali mnie serdecznie, z uśmiechami na twarzach i otwartymi ramionami, co pomogło mi choć nieco oswoić się z nową rzeczywistością. Jednak już pierwszy kontakt z domem Yao wywołał we mnie mieszane uczucia.

Dom, w którym miałam spędzić pierwsze dni, był otoczony wysokim murem, a okna chroniły się kratami – elementy te, jak wyjaśnił mi Yao, były niezbędne w regionie, gdzie włamania nie były rzadkością.

Mimo iż starałam się zaakceptować te warunki, wewnętrznie czułam, że obraz Togo, jaki miałam wcześniej w swojej wyobraźni, jest daleki od rzeczywistości, którą teraz musiałam przyjąć.

Trudności adaptacyjne i zderzenie z nową codziennością

Początki życia w Togo okazały się być pełne wyzwań, zarówno natury kulturowej, jak i codziennych trudności.

Zderzenie z nową codziennością było dla mnie nie lada wyzwaniem – upały, które zdawały się nie mieć końca, wilgoć i duszność, która uniemożliwiała prawdziwy relaks, a także trudności związane z brakiem dostępu do podstawowych udogodnień, takich jak bieżąca woda czy stabilne zasilanie, sprawiały, że czułam się przytłoczona.

Kontynuację historii znajdziesz na następnej stronie…

Źródła grafik: Pixabay, Imgur, Freepik